DSC05927

W życiu każdego kowboja kiedyś nadchodzi TEN czas. Czas, kiedy narowistość rumaka odzywa się w krzyżu, spontaniczności ubywa, a i refleks nie taki, jak przed laty. To właśnie wtedy czas na zmiany, o których dotychczas rozmyślaliśmy jedynie w kategorii żartu, a już dziś nabierają realnego wymiaru. Trzeba zmienić rumaka. I to najlepiej na dostojnego, budzącego respekt i lekko stąpającego po ziemi...FSRa

Tadeusz Pietrzak

Sam nie wiedziałem, czy kwalifikuje się do powyższego opisu, dlatego też z nieukrywaną radością odebrałem Specializeda Stumpjumpera FSR Comp o skoku zawiechy liczącym całe 130mm. Po prostu wiedziałem, że najlepiej będzie to sprawdzić na przyzwoitym sprzęcie, który pozwoli uzyskać obiektywną odpowiedź, czy czas najwyższy zamienić harcerską karimatę (Salsa Mamasita) na łóżko wodne.

Przyznaję się bez bicia, że na fullach śmigam okazjonalnie, co w dużej mierze wynika z miejsca zamieszkania - Wielkopolskę z grubsza da się oblecieć bez jakiekolwiek amortyzacji, więc sztywny 29er z Rebą na przedzie jest już swego rodzaju może nie przesadyzmem, ale gwarantem znacznej wygody. Dlatego też czekając przed drzwiami na kuriera zastanawiałem się, po co w ogóle mi taki rower? Co prawda tylko do testów, ale po co?

DSC06032

Gdy naprzeciw mnie stanął FSR, oczka mimowolnie się zeszkliły. Swoją Salsę określam mianem funbike'u, ale oto poznałem nowy wymiar tego słowa. Rama wykonana ze szlachetnego stopu aluminium m5 na żywo prezentuje się nad wyraz lekko, a polerowane spawy, szczególnie w ruchu sprawiają, iż każdy niebędący w temacie myśli "fajny karbon". Co ciekawe otrzymany rozmiar M jest najmniejszy z oferowanych. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że przy 178cm i mostku 90mm byłem bardzo wyciągnięty. Zawsze myślałem, że jestem średniego wzrostu, a tymczasem Specialized uświadomił mnie, że jestem ledwo łapiącym się przewidzianej rozmiarówki knypkiem. Spora zasługa w tym relatywnie długiej górnej rury potęgowanej kątem rury podsiodłowej 74,5*, chociaż katalog mówi, że mostek powinien mieć 15mm mniej i wtedy byłoby lepiej. Zawieszenie FSR 130mm z damperem Foxa posiadającym Pro Pedala daje nadzieje na niemal zupełne odizolowanie od przeszkód, a możliwość zablokowania na możliwie efektywną jazdę po szosie.

DSC06049DSC06058

Tylko jak tak patrzę na ten rower i zastosowane komponenty, to mam pewne wątpliwości, czy projektanci w ogóle przewidzieli obecność Speca na bitumicie. Świadczy o tym chociażby dwupatelniowa korba z największą zębatką 33T. Natomiast przednia piasta na oś 20mm, stożkowa główka, Elixiry z tarczami 203/185mm (w rozmiarze M 185/160) i koła (obręcze 26mm, tył na 36 szprychach) przywdziane w szerokie kapcie 29x2.2" sugerują, że maszyna nie służy do głaskania, lecz do ostrej jazdy. Nie pasuje mi tylko obecność prostej kierownicy montowanej chyba we wszystkich Specializedach. Jej szerokość 680mm jest jak najbardziej odpowiednia, ale aż się prosi o rizera. Ujednoznaczniłoby to charakter tego wyrośniętego Stumjumpera. Ogólnie rzecz biorąc zastosowane komponenty napewno nie będą źródłem złości, jeżeli chodzi o jakość ich działania, jednakże masy wielu z nich delikatnie rzecz ujmując...mają potencjał do zbijania. Więcej szczegółów dotyczących osprzętu i geometrii znajdziecie na stronie producenta

Wieści z terenu...

Test w boju siłą rzeczy rozpoczął się od Poznania. Pomimo niespodziewanie wysokiej sztywności bocznej rower rozpędza się ospale. Co prawda nie spodziewałem się równiania do mojego hardtaila na semislickach, ale nim dojechałem do lasu, byłem już wyraźnie bardziej zmęczony, niż zwykle. Na osłodę podczas przebijania się przez miejską dżunglę ani razu nie musiałem podnosić tyłka z siodła, a trafiały się i podjazdy pod nastocentymetrowe krawężniki. Zaskoczyło mnie przede wszystkim łagodne najeżdżanie przedniego koła, co jak stwierdził kolega Nabiał jest wypadkową dużej ilości skoku i łagodnego kąta natarcia główki.

DSC05927

Gdy już znalazłem się w bardziej przychylnych Specowi warunkach rozpoczęła się prawdziwa jazda. Z początku dość niepewnie i powoli pokonywałem zarówno łuki, jak i większe przeszkody, ale z minuty na minutę granice możliwości przesuwały się w nieosiągalne jak dotąd rejony. Z początku bardzo denerwowało mnie, że rower niemal w ogóle nie reaguje na ruchy kierownicą, jednakże po paru szybko pokonanych oesach uznałem to wręcz za zaletę. Po prostu maszyna idzie jak po sznurku i dopiero świadomy i zdecydowany ruch skutkuje zmianą toru jazdy. Zawieszenie pracuje aż miło, stopień wyizolowania od podłoża jest naprawdę imponujący. Na zbędne bujanie też nie ma co narzekać, choć na podjazdach wyraźnie daje do zrozumienia, że jedziemy na fullu. Towarzysz rowerowych eskapad radzi zwiększyć kadencję...pomaga, chociaż pełną satysfakcję osiągam dopiero po pstryknięciu dźwigienki na damperze. Jeszcze pare zjazdów, sekcji z korzeniami i wracam do domu zmordowany, jak rzadko, ale jakiś taki jakby szczęśliwszy.

DSC06000Kolejne dni mijają pod znakiem dogłębniejszego badania pacjenta. Rower jakby mniej bujał - albo się przyzwyczaiłem, albo po prostu nauczyłem efektywniej pedałować, sam nie wiem. Wybieram się na małe hopki zbudowane przez okolicznych maniaków zabaw grawitacyjnych. Na początku jak to zwykle bywa, zdarza się lądować na przednim kole, trochę nie dolecieć i takie tam. Na FSRze nie robi to najmniejszego wrażenia. Koła proste, a spora ilość skoku zapewnia znaczny bufor bezpieczeństwa. Dzięki temu pozwalam sobie na coraz więcej, a rogal z twarzy nie znika. Czuję się jak młody bóg i to dosłownie - jakby mi lat ubyło. Zjeżdzam po wszystkim, co się da. Jednakże ciągle przeszkadza mi jedna rzecz, a mianowicie nieco za bardzo wyciągnięta sylwetka. Utrudnia do przenoszenie tyłka za siodło, a w zakrętach brakuje swego rodzaju luzu, który zapewnia bardziej skulona pozycja. To skłania mnie do rozważań na temat dwoistej natury tego stwora. Wnioski przychodzą same. Dokonując paru zmian jesteśmy w stanie zrobić z niego funbike, ale też nic nie stoi na przeszkodzie, by usztywnić tył, wsadzić korbę z trzema blatami, skrócić kierownicę i ruszać na etapowe wyścigi górskie. I to bez kompleksów, a za to w pełnym komforcie, gdyż to, jak podjeżdża ten full przerosło moje oczekiwania. Może nie jest to sztywna kozica, ale przy pomocy bardzo miękkiego przełożenia 22x36 da się wjechać naprawdę wiele, a przy tym nie zostawić płuc na pobliskim drzewie.

Mając w domu taki sprzęt nie sposób odpuścić bardziej pofałdowane przez naturę tereny. Nie będę ściemniał, pod górkę idzie się zmęczyć, ale przynajmniej w kulturalnych warunkach. Moje ciało nie odbiera żadnych uderzeń, jest tylko miłe gibanie z akompaniamentem wzbudzanych w ruch kamieni. Pozostaje tylko pedałować...taaa tylko. Przy życiu trzyma mnie jedynie świadomość, że w drugą stronę odbiorę nagrodę. Obniżam siodło i ogień. Przez półmetrowe uskoki i luźne kamienie przepływam z niewyobrażalną gracją. Po prostu jestem w szoku. Tam gdzie trzeba dohamować pomagają niezawodne Elixiry. Co ciekawe ani razu nie wyniosło mnie z zakrętu, czego obawiałem się po nawrotach na płaskim, gdzie widocznie górę nad krótkim ogonem brała szeroka kierownica i wisząca nań moja osoba. Po subiektywnej chwili byłem już na dole, a w głowie tylko jedna myśl - "ale to było piękne".

DSC05972

Zmierzając ku końcowi warto by zastanowić się, dla kogo tak naprawdę jest FSR. Odpowiedź okazuje się bardzo prosta. Dla każdego, kto lubi czerpać przyjemność ze zjazdów, ale honor nie pozwala mu beztrosko siadać na wyciąg i bez kropli potu teleportować się na szczyt. W wyjściowej konfiguracji uphille są do zniesienia, jednakże rozsądne zbicie 1, czy nawet 2kg mogłoby przynieść efekt przerastający najśmielsze oczekiwania. A wtedy taki sprzęcior byłby idealny również do etapowych wyścigów typu endurance. Piękne jest też to, że na bazie tej samej ramy da się zbudować coś nastawionego zdecydowanie bardziej na grawitacyjne przemieszczanie w dół stoku, rzecz jasna nie DH, ale dostarczającego nie mniej radości, przynajmniej w moim, XCrossowym, mniemaniu.

Mnie ten rower przypomniał bardzo istotną, trochę zapomnianą kwestię - synonimem jazdy na rowerze musi być radość, a nie ilość kilometrów, czy też średnia prędkość. Dzięki niemu ubyło mi lat, znowu poczułem się, jak młody gniewny. Słowem FSR stał się odskocznią od może nie szarej, ale rzeczywistości.